| CENA DOBRA |
|
|
|
| Wpisany przez Administrator |
| Czwartek, 15 Lipiec 2010 13:16 |
|
Z ks. abp. Andrzejem Dzięgą, metropolitą szczecińsko-kamieńskim, rozmawia ks. Ryszard Halwa
Otrzymaliśmy dar beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki. Czego może nas nauczyć nowy błogosławiony? Cały czas tej samej ewangelicznej zasady: „Zło dobrem zwyciężaj”. Ksiądz Jerzy pokazał nam, że dobro, które chce się pozyskać, musi nas kosztować i nie należy się tego obawiać. Nadzieja dla nas płynie od zmartwychwstałego Chrystusa, który najlepiej zaświadczył, jaką cenę mają prawda i dobro. Chrystus jest cały czas w naszym życiu obecny i zawsze ma dla nas propozycje. Beatyfikacja ks. Jerzego będzie nam to coraz bardziej uświadamiała. Każde dobro ma swoją cenę. A my ciągle przeżywamy katastrofę samolotu prezydenckiego i śmierć 96 osób. Czy to również jest cena za jakieś dobro? Tragedia smoleńska z 10 kwietnia już się zapisała w świadomości Polaków jako swoista cena troski tych osób o dobro narodu, o dobro ojczyzny. Także w tym cierpieniu Pan Bóg pozwala nam doświadczać źródła nowej siły. Jaki sens mogła mieć tragiczna śmierć polskich elit pod Katyniem? Zaczniemy inaczej patrzeć na świat, na sens życia i śmierci? W dniach żałoby została przywrócona prawda – tak na temat śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego służby ojczyźnie, jak i o nas samych. Naród pokazał swoje prawdziwe oblicze – swoją duszę, swój charakter, swoje własne zasady i umiejętność spontanicznego rozpoznawania prawdziwych przywódców. Mimo bólu i cierpienia poczuliśmy się duchowo zdrowsi. Pojawiła się szansa, by ludzie odważniej sięgnęli do tego, co w nich jest. Nie tyle zmienili się, ile właśnie sięgnęli w głąb i odważniej wydobyli dobro, które jest przecież w każdym, tak jak im podpowiada tęsknota za prawdą. Dni żałoby to także refleksja nad wartością życia. Naród opłakiwał wszystkie ofiary tragedii pod Smoleńskiem, bo każde życie jest jedyne i niepowtarzalne. Żaden człowiek nie został stworzony pod jakąś „sztancę”, ale w wyniku niepowtarzalnego aktu miłości Boga. Każda istota ludzka jest zawsze jedyna w swoim rodzaju i nie do odtworzenia. Jeśli po tej tragedii staniemy się w tych sprawach wewnętrznie silniejsi, to może ta cena życia da narodowi trwałe owoce. Dobrze, byśmy o tej prawdzie – że życie ludzkie jest święte i nietykalne O kształcie ustawy zasadniczej przesądziły wtedy, w 2007 r., przede wszystkim układy partyjne, niestety. Wydaje mi się, że nasi politycy dali się poza tym wpędzić w machinę naśladowania niektórych rozwiązań zachodniej Europy. Szkoda, że przede wszystkim tych gorszych. A co ma do zaoferowania współczesna Europa? Oprócz wielu dobrych rozwiązań społecznych ma jednak m.in. bardzo przestarzałą myśl polityczną, w której brakuje miejsca na konsekwentną ochronę życia. A dzisiaj nowoczesne partie polityczne na świecie to te, które bronią życia i rodziny. Myślę, że za 10-15 lat także w Polsce będą dominować formacje opowiadające się za życiem. Jeśli nasi politycy chcą być nowocześni – muszą wybrać życie. Mówiłem przy różnych okazjach, także przedstawicielom lewicy, by mieli odwagę konsekwentnie bronić prawa do życia, a swoją lewicowość podkreślali na innych obszarach. Mam wrażenie, że naszym partiom brakuje jednak odwagi wewnętrznej, żeby w tych sprawach pójść zdecydowanie do przodu, by stać się bardziej nowoczesnymi niż te w Europie Zachodniej. A przecież z Polski szła już przed wiekami na Stary Kontynent nowoczesna myśl polityczna, prawnicza. W tym roku mija 600. rocznica bitwy pod Grunwaldem. O co była ta wojna i ta bitwa? Niedługo po niej sobór w Konstancji potwierdził, że każdy naród ma swoje prawa i ma prawo z nich korzystać. Na tym soborze Paweł Włodkowic z polskiej ziemi głosił doktrynę prawa narodów – ius gentium. To był realny postęp i odwaga – upomnieć się wtedy o prawa wszystkich nacji! Obecne tendencje polskich partii, by być za Europą, są fatalne, bo grożą podążaniem zawsze w ogonie. Polsce potrzeba świeżej myśli politycznej, szczególnie na temat życia i rodziny. To zadanie dla rzeczywiście odważnych i myślących polityków. Jan Paweł II zdecydowanie podkreślał szczególną rolę rodziny. Czy w tym zakresie wypełniamy jego testament? Zagubiliśmy się chyba nieco, jeśli chodzi o duszpasterstwo rodzin. Jest to pewien paradoks. Po Soborze Watykańskim II był przecież bogaty program duszpasterski na rzecz rodziny. Pamiętam też z młodości: bardo silne struktury, sieć poradnictwa rodzinnego, konferencje, nauki stanowe, przeróżne kursy – to wszystko się mnożyło. Był zapał i była nadzieja. Obecnie nie sprzyja duszpasterstwu rodzin nieustanna presja polityczna, a właściwie partyjna, przeciwko życiu. Tym bardziej że obrona przed nowymi zagrożeniami ciągle absorbuje wiele siły. Nie bez wpływu na kondycję tego duszpasterstwa pozostaje też pewna niedoskonałość programu pozytywnego dla małżeństw i rodzin. A przecież trzeba się cieszyć z każdej rodziny, z każdego sakramentalnego małżeństwa, i mu błogosławić. Trzeba się cieszyć z każdego nowego życia. Powinniśmy też bardziej tęsknić za każdym nowym życiem. Nie ma przecież takiego życia ludzkiego, które byłoby poczęte bez miłości. Nawet jeżeli człowiek – ojciec czy matka – tej miłości skąpi, to każde człowiecze życie jest poczęte w miłości samego Boga. Księże Arcybiskupie, jak Ksiądz ocenia dynamikę religijności w Polsce? Statystyki uczestnictwa we Mszy Świętej w diecezji szczecińsko-kamieńskiej mówią o mniej niż 30 proc. wiernych… Wynika to prawdopodobnie ze specyfiki terenu diecezji – tak pod względem socjologicznym, jak i historycznym, z historycznej odrębności tego regionu. Jest też chyba nieco mniejsza liczba powołań niż w innych rejonach naszego kraju, chociaż gdyby zliczyć powołania z naszej ziemi do zgromadzeń i zakonów – to kto wie…? U nas nastąpiła w minionym pokoleniu zasadnicza wymiana ludzi. Dlatego nie ma jeszcze tak silnej, tradycyjnej więzi z parafią jak w Polsce centralnej czy wschodniej. Tutaj parafia jest przez wielu silniej odbierana jako świadomie zaakceptowana wspólnota wiernych. Z uwagi na te różnice trzeba wypracowywać własne mechanizmy duszpasterskie. Zarazem jest to ziemia naznaczona heroicznym świadectwem wiary i bardzo silną osobowością wielu kapłanów po II wojnie światowej, ich wyjątkowo gorliwą pracą, że wymienię choćby świetlanej pamięci abp. Kazimierza Majdańskiego – wielkiego orędownika życia, niezmiennie zatroskanego o rodzinę. Osobiście podziwiam też bardzo rzetelną posługę zasługującego na ogromny szacunek śp. abp. Zygmunta Kamińskiego, który niedawno odszedł do Pana. Bliskość granicy polsko-niemieckiej przesądza dodatkowo o szczególnym charakterze metropolii szczecińsko-kamieńskiej. Jak na co dzień układają się stosunki z Niemcami? Bardzo normalnie i zdecydowanie pozytywnie. Byłem kilkakrotnie w sąsiednich diecezjach, u mnie byli biskupi niemieccy, są od lat określone obszary współpracy. Naszym bezpośrednim sąsiadem za Odrą jest archidiecezja berlińska. Duszpasterskie relacje pomiędzy diecezjami są od lat bardzo prawidłowe. Nowym zagadnieniem staje się ostatnio na przykład opieka duszpasterska nad Polakami mieszkającymi po stronie niemieckiej. Rozmawiamy o tym z księdzem kardynałem z Berlina. Bolączką tego terenu nie są więc same relacje z zachodnim sąsiadem. Myślę, że bardziej dojmujący problem stanowi dla Pomorza Zachodniego brak wystarczającej troski rządzących Polską o tę ziemię, swoiste pozostawianie Szczecina i Pomorza Zachodniego samym sobie. Dotyczy to na przykład możliwości nabywania przez rolników indywidualnych kolejnych gruntów rolnych i tworzenia dużych gospodarstw, w czym – jak mówią zrozpaczeni gospodarze – skuteczniejsze są często podmioty zagraniczne. Mamy też dramatyczną sytuację patową w budowanym od kilkudziesięciu lat przemyśle stoczniowym. Podobno na biurku pana premiera znalazła się jakiś czas temu propozycja Polaków chcących kupić stocznię na tych samych warunkach co Katarczycy. Trafia to jednak na mur milczenia. Czy głównie dlatego, że to jest polski podmiot? Niemcy ratują takie zakłady pracy. Są one przecież efektem wysiłku pokoleń, częścią życia tej ziemi. Myślę, że jeżeli dla tego regionu nie zostanie wdrożony nowy – tym razem polski – „plan Marshalla”, to ucierpi na tym polska racja stanu. Sumienie każe mi podnosić także tę kwestię, ponieważ jest ona palącą troską naszych diecezjan. To także cena, jaką nasz naród i Kościół płacą dzisiaj na tej ziemi. Oby z tego także Bóg wyprowadził wiele dobra. n Fot. z arch. kurii szczecińsko-kamieńskiej
|
| Zmieniony ( Czwartek, 15 Lipiec 2010 14:58 ) |





