Ruch Przełomu Narodowego
Kwestia przyzwoitości PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
Czwartek, 15 Lipiec 2010 13:08

Tadeusz Witkowski

Zawahałem się przez chwilę, czy niniejszych uwag nie zatytułować: „Szkoda Polski!”. Wypowiedział je Bronisław Komorowski w roku 2005, po tym jak Polacy wybrali Lecha Kaczyńskiego na prezydenta Rzeczypospolitej. O epizodzie tym zapomniano chyba dlatego, że polityczna retoryka Platformy Obywatelskiej (myślę nie tylko o języku posłów Palikota i Niesiołowskiego, lecz także o wypowiedziach Donalda Tuska) zbrutalizowała się od tego czasu na tyle, że trzeba by szukać odpowiedników w językach propagandy faszystowskiej i stalinowskiej. To, że na podobny komentarz mógł zdobyć się tylko polityk bez klasy, umknęło w każdym razie uwadze elektoratu, który jeszcze wówczas miał w swych szeregach wielu przyzwoitych i myślących w kategoriach dobra narodowego wyborców, ale systematycznie ogłupiany przez „antypisowską” propagandę, pozwolił przekształcić się w bezwolną masę wrogów „kaczyzmu”. Dopiero wstrząs wywołany tragiczną katastrofą pod Smoleńskiem otworzył niektórym rodakom oczy.

W dniu wyborów, 4 lipca 2010 r., nie doszło do pełnego otrząśnięcia się z myślowego marazmu, liczba przebudzonych, którzy zrozumieli reguły gry, dołączyli do twardego elektoratu i stanęli po stronie słusznej sprawy, stała się jednak na tyle znacząca, że partia Jarosława Kaczyńskiego mogła powrócić do roli jednego z dwóch równorzędnych ugrupowań politycznych i zarazem odzyskać zdolność koalicyjną. Wielu komentatorów szybko i słusznie podkreśliło, że stanowi to ogromny kapitał, który może zaowocować zwycięstwem w wyborach samorządowych i parlamentarnych. Niektórzy doszli nawet do wniosku, że prezesowi PiS-u nie chodziło wcale o pełne zwycięstwo, ale o mobilizację przed wyborami do samorządów lokalnych.

Pełna wersja tekstu dostępna w drukowanej formie miesięcznika „Moja Rodzina”