Ruch Przełomu Narodowego
Refleksja Noworoczna PDF Drukuj Email
Wpisany przez Administrator   
Sobota, 30 Styczeń 2010 05:51

Michał Walczyk

 

Święta Bożego Narodzenia oraz okolice Nowego Roku to dla właścicieli wydawnictw prasowych, telewizji czy radia najtrudniejszy okres. Z jednej strony rośnie widownia – głównie telewizyjna (z oczywistych względów),  a z drugiej – nie za bardzo jest o czym mówić - w polityce przecież dzieje się niewiele, więc poza informacjami o bilansie drogowym, spalonych choinkach czy „najnowszym” sposobie przyrządzania karpia, na próżno szukać bardziej ważkich tematów. Można by powiedzieć: „pat”. W zasadzie media w tym czasie stają się gratką dla wielbicieli seriali, czy kolejnych powtórek filmów fabularnych. Co roku ten sam schemat powtarza się z konieczności, bo zawieszenie działalności medialnej nawet na bardzo krótko, zawsze generuje duże straty – w postaci kosztów, ale przede wszystkim skutkuje „odpływem” nawet najwierniejszych odbiorców. Dlatego, w obawie przed tym próbuje się przyciągnąć widza czy słuchacza jakby na siłę, oferując mu z pozoru atrakcyjny towar. Uważny obserwator z pewnością zauważy, jak działa ten mechanizm, na wszelki wypadek przyjrzyjmy mu się z bliska.

W skrócie chodzi o robienie wideł z igły. Otóż główną rolę w tym wypadku ogrywa sensacja, która potrafi skutecznie wyprzeć nawet tak zwany obiektywizm. Twórcy sensacyjnych doniesień, ale też i ich adresaci są jednogłośni w twierdzeniu, że szara rzeczywistość, jaka naprawdę nas otacza, jest zbyt szara i nudna, więc dlatego nie da się na niej zarobić. Tym bardziej w czasie, gdy po prostu nic się nie dzieje.

Jak wiadomo naszą uwagę w szczególny sposób przyciągają „nadzwyczajne wydarzenia”. Częstokroć jesteśmy nie tylko ich świadkami, ale i uczestnikami, niekiedy przypadkowymi. Z naszą naturą tak to już jest, że lubimy szukać przysłowiowej „dziury w całym”. Bardziej interesuje nas to, po co do naszej sąsiadki tak często przychodzi „ten Pan”, po co mu nowy samochód, skoro w garażu jest wybita szyba – przecież mogą go okraść, itd... Dzięki takiej postawie, chcąc - nie chcąc, skazujemy się na różne pułapki. Niekiedy sami na siebie je zastawiamy, niezręcznie ukrywając naszą wiedzę o tym, co wiemy „z pierwszej ręki”. Jak się okazuje, taka nasza otwartość na sensację staje się nie tylko przyczyną plotkarstwa. Słabe ludzkie strony umiejętnie wykorzystywane są przez media jako drzwi wejściowe ze swoją ofertą.

Dowodem na to niech stanie się ostatnia pasterka, sprawowana przez Ojca Świętego w wigilijny wieczór. Doskonale pamiętamy incydent wywołany przez pewną kobietę, która przewróciła idącego do ołtarza bazyliki watykańskiej Benedykta XVI. Wiemy także, że miała problemy ze zdrowiem psychicznym. Szczęśliwe, Ojcu Świętemu nic się nie stało, a on sam do tego zdarzenia w czasie Mszy świętej ani razu nie nawiązał. Wygłosił za to poruszającą homilię, w której zachęcał do naśladowania pasterzy, którzy jako pierwsi oddali pokłon maleńkiemu Jezusowi. Światowe media wiele uwagi poświęciły jednak nie Słowu, które Ojciec Święty skierował do rzeszy wiernych, a wypadkowi, którego zresztą nie zarejestrowały nawet kamery telewizji watykańskiej. Mimo to, Bożonarodzeniowe relacje stały się wyścigiem mediów w zdobywaniu amatorskich zdjęć, materiałów filmowych, na których, choć w marnej jakości, ale widoczna byłaby „scena upadku”. Wydarzenie – z pewnością nadzwyczajne – z pewnością nie było zbyt istotne z punktu widzenia samego Ojca Świętego, bo przecież w wigilijną noc nie na to chciał zwrócić uwagę. Stało się przyczyną najróżniejszych spekulacji. Oczywiście posypała się lawina komentarzy osób zaniepokojonych bezpieczeństwem Benedykta XVI, padły też pytania, jaką karę Państwo Watykańskie wymierzy kobiecie, a może ją ułaskawi, itd... Media, zgodnie z przewidywaniami, ominęły całą resztę. Zapomniały streścić papieską homilię! Widać uznały, że nie było w niej nic nadzwyczajnego.

Teoretyk dziennikarstwa bez trudu wskazałby tu na szereg zaniedbań „warsztatowych”.  Prawidłowo zbudowana relacja powinna poruszać wszystkie wątki dotyczące wydarzenia prawie w jednakowym stopniu. Patrząc zdroworozsądkowo, incydent z udziałem chorej kobiety nie powinien być aż tak eksponowany. Jednak na porannym „kolegium redakcyjnym” widocznie założono, że w relacji z Watykanu tego dnia gwoździem będzie sensacja a nie rzetelna informacja. Koniec końców powstał wieloodcinkowy serial, którego postacią pierwszoplanową stała się osoba wprowadzająca niepokój. Szkoda tylko, że w tę pułapkę bez walki daliśmy się wciągnąć. Ale i to można z początkiem Nowego Roku wybaczyć, dając kolejną szansę wielkim koncernom medialnym.